Wszyscy doskonale pamiętamy, jak Maja Chwalińska znakomicie wypadła na kortach Rolanda Garrosa. 24-latka pochodząca z Dąbrowy Górniczej przeszła w stolicy Francji przez eliminacje i dotarła aż do finału. Dzięki temu została dwudziestą pierwszą rakietą świata.
Lista zgłoszeń do Wimbledonu była już jednak zamknięta, przez co Polka nie wiedziała, czy nie będzie musiała przebijać się do drabinki głównej również w brytyjskiej imprezie. Organizatorzy na szczęście przyznali jej dziką kartą. W poniedziałek na korcie numer 12 Maja rozegrała pierwsze starcie.
Po drugiej stronie siatki znalazła się Mananchaya Sawangkaew [Q]. Chwalińska świetnie rozpoczęła ten pojedynek. W przeciwieństwie do rok młodszej reprezentantki Tajlandii, która popełniała sporo błędów. Polka zasłużenie odskoczyła na 5/0. Wtedy Mananchaya podniosła poziom swojej gry.
Udało się jej wypracować 2 gemy, ale Maja docisnęła 23-latkę i objęła prowadzenie 1:0 w setach. Następna odsłona była wyrównana. Mimo wszystko decydujące punkty padały łupem Chwalińskiej. Miała nawet do dyspozycji piłkę meczową. Niestety w pewnym momencie poślizgnęła się i potrzebna była przerwa medyczna.
Końcówka była bardzo emocjonująca. Maja robiła, co w jej mocy, aby utrzymać się w tym spotkaniu, ale ból uniemożliwiał jej pokazywanie jej najlepszej wersji. Sawangkaew pokonała 24-latkę 2/6, 7/5, 6/2. Polka za ten występ dostanie 80 000 £ i 10 punktów. Tymczasem formę 23-latki sprawdzi w kolejnej rundzie Alycia Parks.