Serena Williams sprawiła niesamowitą niespodziankę sympatykom tenisa. Dwudziestotrzykrotna zwyciężczyni imprez wielkoszlemowych najpierw spróbowała swoich sił na korcie w grze podwójnej, a podczas Wimbledonu skorzystała z dzikiej karty i wystąpiła również w singlu.
44-latka zmierzyła się we wtorek na korcie centralnym z notowaną w TOP 90 Mayą Joint. Pojedynek na pewno należał do ciekawych. Serena dotrzymywała tempa młodszej Australijce. Maya mimo wszystko lepiej grała w kluczowych momentach i mogła bardziej polegać na swoim podaniu.
Dzięki temu to ona objęła prowadzenie 6/3. Początkowo wydawało się, że 20-latka sprawnie domknie tę konfrontację. W następnej odsłonie odskoczyła na 3/1. Znana z ogromnego ducha walki Amerykanka podniosła jednak poziom swojej gry. Partia musiała zostać rozstrzygnięta w tie-breaku.
Była liderka rankingu WTA obroniła w nim piłkę meczową. Po niecałych dwóch godzinach Williams zapisała na swoim koncie drugiego seta. Dobrą passę podtrzymała w decydującej odsłonie. Serwowała w niej, żeby mieć przewagę w gemach 3/1. Nie wykorzystała tej szansy.
Maya wyrównała wynik na po 2. Jej łupem padły wszystkie pozostałe gemy. Joint pokonała Serenę 6/3, 6/7 (6), 6/3. Przed Amerykanką udział w brytyjskich rozgrywkach w deblu u boku Venus. Natomiast dyspozycję Australijki sprawdzi w boju o trzecią rundę Alexandra Eala [29].